Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

poniedziałek, 29 października 2012

"Czarna lista"

W znanym i obleganym przez turystów rosyjskim mieście-kurorcie odbywa się festiwal filmowy. Festiwalową gorączkę zakłóca śmierć jednej z aktorek – Olga Dorienko, główna kandydatka do nagrody za pierwszoplanową rolę kobiecą zostaje zamordowana. Wkrótce ginie także kolejna aktorka z listy kandydatek do wyróżnienia, jednocześnie współlokatorka pierwszej ofiary z hotelowego pokoju – Ludmiła Dowżuk. Organizatorzy nie decydują się mimo wszystko na przerwanie festiwalu, a polowanie dopiero się rozpoczęło...

 

Nieprzypadkowo w goszczącym festiwalowych gości kurorcie wakacje spędza oficer moskiewskiej milicji, pracownik GUWD, podpułkownik Władisław (Dima) Stasow. Nieprzypadkowo, gdyż jego była żona, Margarita (Rita) Miezencewa, jest krytykiem filmowym i prywatnie partnerką głównego organizatora festiwalu, i to właśnie ona wpadła na pomysł spędzenia przy okazji imprezy „rodzinnych” wakacji – wymogła na Władisławie przyjazd do kurortu wraz z ich 8-letnią córką Lilą i w ten sposób mogła z czystym sumieniem wypełniać rolę matki i sprawiać wrażenie, że mimo rozwodu i braku codziennych relacji z dzieckiem, wciąż w pełni włącza się w jego wychowywanie. Wprawdzie spędzanie czasu z córką w wykonaniu Rity polegało niemal wyłącznie na jednym widzeniu z dzieckiem dziennie, podczas którego obdarowywała Lilę niezbyt lubianymi przez nią owocami, ale Władisław nie czuł się na siłach, by odmówić byłej małżonce przyjemności spędzania czasu z Lilą, chociaż nie podchodził zbyt entuzjastycznie do tych wakacji. Nieco skomplikowane relacje byłych małżonków i trudny, a jednocześnie silny charakter Rity miały wpływ nie tylko na życie osobiste Stasowa, ale także stały się powodem jego nieoficjalnego zaangażowania w śledztwo dotyczące zabójstwa. Otóż Rita kiedyś ubzdurała sobie, że gdy jeszcze Władisław był jej mężem i wraz z nią uczestniczył w życiu towarzyskim rosyjskiego środowiska filmowego, miał romans z Olgą. W związku z tym, że Margarita popadła przez to w małą obsesję, nie tylko uprzykrzając życie własnemu małżonkowi, ale także Bogu ducha winnej aktorce, Władisław i Olga uciekli się do małego podstępu, który miał zapewnić im święty spokój – za aprobatą Olgi Władisław wmówił Ricie, że Olga tak naprawdę ma ściśle tajny romans z jednym z reżyserów, mężczyzną o nieposzlakowanej opinii, oddanym rodzinie, nieangażującym się w pozamałżeńskie związki. Chodziło o to, by Rita podejrzewając Olgę o potajemne spotkania z kochankiem nie myślała, że tym kochankiem jest jej mąż, tylko starający się zachować najwyższą ostrożność i dyskrecję reżyser, stąd nikt o niczym nie wie, ale coś jest na rzeczy, zgodnie z jej podejrzeniami. Ritę podstęp uspokoił, po rozpadzie małżeństwa państwa Stasow wydawało się, że cała sprawa jest nieaktualna, ale temat nieoczekiwanie wrócił przy śmierci Olgi. Przesłuchiwani przez miejscowych milicjantów aktorzy i inni festiwalowi goście, odpowiadając na pytanie, czy Olga miała wrogów, wskazywali między innymi panią Miezencewą, pamiętając jej obsesyjne podejrzenia i oskarżenia. Pani Miezencewa natomiast, dochodząc do wniosku, że po śmieci Olgi dyskrecja w tej sprawie już nie jest konieczna, broniła się przed insynuacjami poprzez zdemaskowanie w trakcie przesłuchania owego reżysera, jako kochanka zamordowanej. Sprawę pogarszał fakt, iż reżyser ten był członkiem festiwalowego jury i między innymi on decydował o nagrodach w poszczególnych kategoriach. Instynkt śledczego podpowiadał Stasowowi, że drobne kłamstwo z przeszłości może sprawić, iż za głównego podejrzanego uznany zostanie zupełnie niewinny człowiek, który nawet nie miał pojęcia, iż swego czasu został wykorzystany jako osłona przed Margaritą. Dima postanowił udać się na miejscowy komisariat, porozmawiać jak mężczyzna z mężczyzną z prowadzącym śledztwo i obalić hipotezę zabójstwa aktorki przez kochanka. Jednak wizyta na komisariacie i kolejne zabójstwo sprawiły, iż Stasow zaczął angażować się w śledztwo o wiele bardziej, niż było to konieczne, a to nie mogło spodobać się tym, którzy chcieli trzymać wszystkie osoby z zewnątrz jak najdalej od dochodzenia.

Aleksandra Marinina tym razem zamiast kolejnej opowieści o Anastazji Kamieńskiej zaserwowała czytelnikom historię o Władisławie Stasowie, który właściwie jest już zdecydowany na odejście z milicji, ale jednak nie potrafi być obojętnym na to, co dzieje się w kurorcie. Po przeczytaniu kilkunastu stron wiedziałam, że czytanie tej książki sprawi mi dużą przyjemność, niezależnie od sposobu poprowadzenia intrygi kryminalnej. Duża w tym zasługa głównego bohatera, ale także bardzo starannie dobranych postaci drugoplanowych. Jeśli chodzi o Stasowa, to nie męczy on czytelnika swoją nieludzką doskonałością, w przeciwieństwie do Nastii, która została wykreowana w nieco podobny sposób, co doktor Brennan z serialu „Kości” - obie są genialne, w pracy nie mają sobie równych, wiedzą dosłownie wszystko (to, czego nie wiedzą, uznane jest za totalnie nieistotne lub niegodne inteligentnych ludzi) i czego się nie dotkną, to wszystko im wychodzi najlepiej. Mają wprawdzie problemy w relacjach międzyludzkich, ale tym się raczej muszą martwić ich bliscy, a nie one same. Natomiast Dima jest bohaterem z krwi i kości, bardziej złożonym, bliższym rzeczywistości, dalekim od ideału, ale równocześnie bez żadnych poważnych wad, które uniemożliwiałyby poczucie do niego sympatii. W dodatku pełni on także rolę narratora, dzięki czemu całą sytuację obserwujemy z jego perspektywy, poznajemy na bieżąco jego przemyślenia, wyłapujemy celne puenty ("Autonomia Krymu robi wrażenie, więc wkrótce pewnie tutaj też zechcą wprowadzić własną walutę i ustanowić granice. Republika Kurort. Obłęd"), bezpośrednio odbieramy jego emocje, więc chcąc - nie chcąc nawiązujemy ze Stasowem dosyć bliską więź. Wśród postaci drugoplanowych prym wiodą kobiety – od rewelacyjnej, idealnonogiej i żmijowatej Margarity poprzez będącą jej zupełnym przeciwieństwem Tatianę (ile cech własnych autorka zawarła w tej postaci?) po introwertyczną, bardzo mądrą i dojrzałością mocno przewyższającą swoich rówieśników Lilę (stanowiącą przy okazji wyraźny ukłon w stronę Anastazji Kamieńskiej).

Niezwykle ciekawe jest to, w jaki sposób w „Czarnej liście” Marinina radzi sobie z Kamieńską, czyli cyklicznym bohaterem, od którego daje czytelnikowi odpocząć. Pisarze, którzy wykreowali takiego bohatera mają często potem z nim problem. Czytelnicy domagają się dalszych przygód lubianej postaci, autorzy natomiast mają potrzebę wypróbowania czegoś nowego, rozwijania swojej twórczości, a nie skupienia się tylko i wyłącznie na perypetiach jednego bohatera. W takich momentach wymuszona kontynuacja opowieści z ulubieńcem publiczności skutkuje często coraz gorszą jakością książek, które pisane są raczej ze względu na popyt rynkowy, niż autentyczną wenę odczuwaną przez autora, natomiast całkowite odcięcie się od postaci znanej i lubianej może sprawić, że czytelnicy będą rozczarowani, nie znajdą tego, co szukali i odwrócą się od pisarza. Marininie udało się połączenie dwóch rzeczy: w „Czarnej liście” opowiedziała historię całkowicie niezależną od Anastazji Kamieńskiej, ale do własnych książek z Nastią nawiązuje wielokrotnie, wcale się od nich nie odcina i nie daje czytelnikowi o nich zapomnieć. Ten swoisty złoty środek wyszedł pisarce bardzo zgrabnie. Z jednej strony, nie ma mowy o tym, by nad Stasowem unosił się duch Anastazji – Władisław radzi sobie z zagadką tradycyjnymi, choć nieoficjalnymi, sposobami, jest pełnoprawnym, niezależnym i mającym swoje metody oficerem milicji, a umieszczenie akcji poza Moskwą sprzyja efektowi nowości. Z drugiej strony nie sposób się nie uśmiechnąć, gdy posiadająca wiele cech Nastii Lila czyta kryminał „Ukradzione sny”, w której to książce „główna bohaterka przyjechała na urlop do sanatorium, a tam akurat zdarzyło się morderstwo, i wtedy ona, bo pracowała w milicji, zaproponowała miejscowym gliniarzom pomoc, a oni ją odrzucili, i wtedy ona się obraziła”. Oczywiście w oryginalnej powieści Aleksandry Marininy pod tytułem „Ukradziony sen” nic takiego się nie dzieje, ale już w „Grze na cudzym boisku” Anastazja Kamieńska przyjechała na urlop do sanatorium, a tam akurat zdarzyło się morderstwo, i wtedy ona, bo pracowała w milicji, zaproponowała miejscowym gliniarzom pomoc... Dzięki takiemu zabiegowi usatysfakcjonowani powinni zostać zarówno wielbiciele Kamieńskiej, jak i osoby, którym wybitnie uzdolniona pani analityk niekoniecznie przypadła do gustu. Tak wyraźne nawiązanie do własnej twórczości jednocześnie sugeruje, że autorka „Ukradzionych snów” ma w sobie wiele z autorki „Ukradzionego snu” i „Gry na cudzym boisku”, nawet, jeśli pewne ich cechy są zestawione na zasadzie kontrastu. Ariadna Oliver w wersji marininowej?

Sama intryga kryminalna jest poprowadzona „pewną ręką” - Marinina skonstruowała ją w sposób realistyczny, prawdopodobny do zaistnienia, nawiązując zarówno do tła historyczno-społecznego, jak również do funkcjonowania na terenie całego kraju nierozerwalnych lokalnych układów i potężnych organizacji przestępczych. Bezprawie na poziomie lokalnym może szokować i wydawać się nieco zbyt duże, ale Marinina przyzwyczaiła nas do tego, że w przedstawionych przez nią rosyjskich realiach takie rzeczy się zdarzają i nie powinno nas to dziwić. Zastrzeżenie można mieć jedno – do faktu nieprzerwania festiwalu pomimo nakręcającej się spirali zbrodni. Jeszcze kontynuacja imprezy po zabójstwie dwóch aktorek może się jakoś obronić (chociaż w rzeczywistości dwa morderstwa na jednym festiwalu to o wiele za dużo, żadne ekonomiczne i prestiżowe argumenty nie zapobiegłyby jego przerwaniu), ale gdy osoba znana w całej Rosji ginie w sposób publiczny, niemożliwe jest, by nikomu nie przyszło do głowy, że imprezę trzeba natychmiast zamknąć, bo stała się ona zbyt niebezpieczna. Niespójność występuje też w kwestii podejścia tak zwanej „Moskwy” do tego, co dzieje się w kurorcie – fakt, że nikt z góry nie zajmuje się sprawą głośnych morderstw i całość pozostaje na poziomie lokalnym, Stasow tłumaczy sobie w ten sposób, że potężny, miejscowy układ ma swoje wejścia w stolicy i tak przekazuje informacje o zbrodniach i dochodzeniu, że nikt stamtąd nie widzi powodu do podjęcia działań. Jednak festiwal jest głośnym wydarzeniem w skali całej Rosji, zebrały się na nim największe gwiazdy kina, wywołuje on ogromne zainteresowanie wśród dziennikarzy - nawet same doniesienia o zbrodniach, które nie są ukrywane i pojawiają się w mediach, powinny dać do myślenia komuś na górze, że pasowałoby się przyjrzeć sytuacji na miejscu. Tymczasem organizatorzy festiwalu nie chcą go przerwać z tych samych powodów, z których powinna nastąpić interwencja z wyższego szczebla: prestiż, sponsorzy, nagrody, szerokie zainteresowanie mediów. Interwencja jednak nie następuje. Czytelnik musi więc przymknąć na to oko, pogodzić się z tą kwestią i przesadnie jej nie roztrząsać, by nie popsuć sobie odbioru całości, która stoi na dobrym poziomie.

Szczęśliwe zakończenie? Nie u Marininy, nie liczmy na to, że nikt nie poniesie konsekwencji za próbę pokrzyżowania planów przestępcom i ich poplecznikom. Bohaterowie mogą jedynie próbować zmniejszyć skalę zła i uratować komuś życie, ale można za to zapłacić innym życiem. Kilka osób poszukujących sprawiedliwości i zdecydowanych na to, by nie dopuścić do dalszych zbrodni to zbyt mało, by powstrzymać całą machinę zła, która została puszczona w ruch.

2012/10/29 17:40:14

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
poniedziałek, 29 października 2012 17:40

Polecane wpisy

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny