Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

środa, 10 października 2012

"Uwikłanie"

Rok 2005, czerwcowy weekend w stolicy. Podczas niekonwencjonalnej psychoterapii ginie jeden z jej uczestników. Głównymi podejrzanymi stają się pozostali pacjenci i terapeuta, ale prowadzący śledztwo prokurator Teodor Szacki szybko zorientuje się, że w sprawę ingeruje ktoś bardziej nieuchwytny...

 

Pewnej czerwcowej niedzieli, ku swej wielkiej niechęci, prokurator Teodor Szacki dostaje służbowe wezwanie – musi zająć się świeżo zgłoszonym morderstwem uczestnika terapii ustawień. Niechęć prokuratora bierze się stąd, że nie dość, że zakłóca mu to niedzielę, to jeszcze przewiduje on banalne wyjaśnienie całego zdarzenia i nie widzi w nim żadnego pola do popisu. Terapia miała charakter prywatny, jej uczestnicy wraz z terapeutą wynajęli klasztorne pomieszczenia na weekendową sesję. Prokurator początkowo podejrzewa typowy napad rabunkowy, w którym zamordowany zginął jako przypadkowy świadek, jednak musi wykluczyć udział w zbrodni pozostałych uczestników terapii. W związku z tym, chce zbadać powody, dla których zamordowany zdecydował się na wzięcie udziału w sesji terapeutycznej, co prowadzi do konieczności prześwietlenia życia rodzinnego i przeszłości ofiary. Rutynowe z początku dochodzenie zaczyna się zbliżać do zbyt wielkiej tajemnicy, by prokurator mógł prowadzić swoje śledztwo bez przeszkód – w niedługim czasie staje się jasne, że potężnym osobom nie za bardzo podoba się jakiekolwiek przeszukiwanie przeszłości zamordowanego. Praca nad sprawą staje się nie tylko coraz trudniejsza, ale i coraz bardziej niebezpieczna.

Zygmunt Miłoszewski na głównego bohatera swojej powieści wybrał prokuratora. Prokurator w kryminałach jest na ogół postacią albo mocno drugoplanową, albo w ogóle niewystępującą w fabule, albo wręcz przeszkadzającą prowadzącym śledztwo, żądającą mocnych dowodów i uniemożliwiającą wsadzenie za kratki ewidentnego przestępcy. W tym przypadku to prokurator odgrywa wiodącą rolę w opisywanym dochodzeniu, możemy więc zapoznać się ze specyfiką tej pracy w naszych rodzimych warunkach i dojść przy tym do wniosku, że łatwy kawałek chleba to nie jest. Teodor Szacki z jednej strony ma do swojej pracy podejście pozbawione złudzeń, a z drugiej – jednak coś go trzyma w tym zawodzie, nie chce go zamienić na przykład na intratną pracę w korporacji, dzięki której zapewne nie musiałby kupować mieszkania na kredyt i w konfrontacji z szemranymi osobistościami wyglądać jak tani elegant przy ich szytych na miarę garniturach za grube pieniądze. Szacki sam w sobie jest dosyć interesującym bohaterem - obdarzony niezwykle ironicznym, gorzkim humorem, cyniczny, twardo stąpający po ziemi, mający tendencje do polskiego narzekania, a jednocześnie inteligentny, ambitny, nieustępliwy. Akurat dopada go męski kryzys któregoś tam wieku, przez co miewa on napady melancholii, tęsknoty za dawnymi czasami, które nie powrócą, szukania przeszłości w teraźniejszym życiu. Jednocześnie, mimo całej swojej barwności, oryginalności i specyfiki, Szacki jest bohaterem, o którym można powiedzieć, że ma wiele wspólnego z każdym z nas, niejeden czytelnik odnajdzie w nim własne rozterki czy przemyślenia. Życie osobiste bohaterów kryminałów, na przykład skandynawskich, bywa na tyle skomplikowane, że czasem czytelnikowi ciężko nawet śledzić ich relacje z innymi ludźmi, a co dopiero mówić o szukaniu analogii do własnych losów. Szacki nie tworzy czytającym takich problemów, przez co łatwiej wczuć się w obyczajową stronę powieści.

Zagadka kryminalna i inne wydarzenia z nią powiązane są najważniejszym elementem fabuły, pomimo obecności wątków dotyczących prywatnego życia bohatera. Bardzo umiejętnie zastosowane jest stopniowanie napięcia – od typowego, rutynowego śledztwa, małej liczby podejrzanych i kameralnego charakteru sprawy po wkroczenie na scenę postaci funkcjonujących w potężnym, pozasystemowym układzie, które mogą bezkarnie zrobić wszystko. Prokurator będzie próbował toczyć nierówną walkę, a jego pragnienie sprawiedliwości i poczucie sensu wykonywania własnego zawodu zostaną poważnie nadwyrężone, nie pierwszy zapewne raz, ale chyba po raz pierwszy w tak spektakularny sposób. Szacki będzie musiał pogodzić się z tym, że pozwoli innym na zdecydowanie zbyt wiele, a swoje działania w pewnym momencie zacznie ograniczać do niezbędnego minimum, by tylko sprawa nie wymknęła się spod kontroli i nie pociągnęła za sobą więcej ofiar. Jego rozgoryczenie i świadomość własnej bezsilności, a pewnie też poczucie winy, sięgną zenitu do tego stopnia, że poruszająca rozmowa z mordercą pozostawi go pozornie pozbawionego wszelkich emocji, zupełnie obojętnego na to, co się stało. Każdy miłośnik klasycznego kryminału zauważy zdecydowaną inspirację autora przy konstruowaniu intrygi kryminalnej twórczością Agathy Christie. Oczywiście – inspirację w najlepszym tego słowa znaczeniu, nie jest to w żadnym przypadku proste skorzystanie ze znanego schematu. Autor w bardzo zgrabny sposób wykorzystał w „Uwikłaniu” jeden z charakterystycznych elementów twórczości pisarki, dostosowując go do współczesnych warunków i fabuły utworu oraz modyfikując go stosownie do własnych potrzeb. Jest to modelowe wręcz czerpanie z najlepszych wzorów, z jednoczesnym dużym, autorskim wkładem w całość. Mnie osobiście w trakcie czytania przypomniała się także Aleksandra Marinina i często stosowany przez nią wątek pewnych nieuchwytnych osobistości, egzystujących poza systemem, które są nie do ruszenia i które nie pozwolą, by ktokolwiek zakłócał ich spokojnie prowadzony żywot, a stróże prawa i porządku mogą im tylko pozazdrościć standardu życia i grzecznie zejść z drogi. Taka trochę „mała Moskwa” się autorowi udała pod tym względem, przy czym moje skojarzenie ze stolicą Rosji jest stosowne nie tylko przez wzgląd na Marininę.

Prokurator Szacki nie jest poświęcony tylko i wyłącznie sprawie, jego myśli krążą także wokół problemów osobistych. Jego życie rodzinne pozornie wygląda na udane, a w rzeczywistości zżera je nuda, rutyna, drobne nieporozumienia i codzienne bolączki, z których szczególnie te finansowe mogą być nieco niezrozumiałe dla przeciętnie sytuowanej osoby. W tym aspekcie Szacki prezentuje stereotypową niemal postawę marudzącego, znudzonego, wypalonego mężczyzny szukającego problemów (i ich rozwiązania) we wszystkich wokół, tylko nie w sobie, który na szczęście prezentuje swoje rozterki w sposób atrakcyjny dla czytelnika – z właściwą sobie ironią, cynizmem, sarkastycznym humorem. Dzięki temu, nawet pomimo faktu, iż miejscami sam on sobie nieco przeczy (np. jest rozgoryczony własną sytuacją finansową i uważa, że między innymi także ona w jakiś sposób negatywnie wpływa na jego małżeństwo, a jednak z rozrzewnieniem wspomina czasy, gdy jego rodzinie wiodło się gorzej, a standard ich życia był dużo niższy od obecnego) lub delikatnie omija własny udział w rozkładzie małżeństwa, można mu od czasu do czasu przyznać rację lub oddać umiejętność ubierania problemów życiowych w niezwykle trafne słowa. Dodatkowo, autor zadbał o to, by nie była to tak całkiem typowa sytuacja – żona Szackiego to nie jakaś nudna, nieatrakcyjna i niespełniona kobieta, od której mąż musi szukać ucieczki, wręcz przeciwnie. Ona także robi karierę zawodową, jest atrakcyjna (chociaż jej mąż uważa, że w domowych pieleszach niekoniecznie), posiada własne życie i pasje (jest zagorzałą kibicką Legii), co sprawia, że narzekania Szackiego i sporządzony przez niego plastyczny opis wszechobecnej nudy gryzącej ich związek i ochłodzenia ich wzajemnych uczuć zaskakują i prowokują do myślenia. Ciekawi, stosunkowo młodzi, inteligentni, niepospolici ludzie, wspaniała córka, jakoś tam ułożona sytuacja zawodowa i finansowa – co więc poszło nie tak? Tu oddać trzeba autorowi duże dopracowanie wątków z życia osobistego głównego bohatera. W wielu kryminałach kwestie tego typu trzeba traktować z dużą rezerwą, czasem ciężko przez nie przebrnąć i uważa się je raczej za kłopotliwy i niepotrzebny dodatek do zagadki kryminalnej. W „Uwikłaniu” Miłoszewski nie tylko utworzył z nich ważny element powieści, lecz także poprowadził je w taki sposób, że na ostateczne rozwiązanie tych problemów czeka się z dużym zniecierpliwieniem, niemalże jak na odkrycie mordercy.

Podkreślić należy, jak istotną rolę w powieści odgrywa miejsce akcji, czyli Warszawa. W „Uwikłaniu” stolica nie jest odmalowana co do zakamarka, jak Breslau u Krajewskiego, ale ma wpływ na wiele rzeczy – od życia prywatnego bohaterów po prowadzenie śledztwa, przy czym nie zawsze jest to odczuwalne. Miłoszewski bardzo mocno związał poszczególne wydarzenia i bohaterów z Warszawą, żadna przestrzeń miejska nie jest wybrana przypadkowo. Już samo miejsce zamieszkania wiele nam mówi o wybranych postaciach, co widać choćby na przykładzie Szackiego – wystarczy porównać, gdzie mieszkał w przeszłości, gdzie mieszka obecnie i gdzie chciałby zamieszkać. W powieści uchwycony jest specyficzny klimat Warszawy, jej wielkomiejskość i jednoczesny bogaty koloryt lokalny, unikalny, stołeczny miastocentryzm oraz sposób, w jaki determinuje ona wiele aspektów życia mieszkańców, ale to wszystko dzieje się w sposób nienachalny, czasem można na to nie zwrócić uwagi. Stolica niby jest na dalszym planie, niby wydaje się, że to mniej ważne, czy jakaś ulica znajduje się na Żoliborzu, czy stanowi część Chomiczówki, ale w ostatecznym rozrachunku istotne może być nawet to, czy ktoś „jest z Warszawy”, czy nie, zwłaszcza, że autor zostawił nam pewne niedomówienie na koniec i parę rzeczy do rozstrzygnięcia na własną rękę. Nawet w toku śledztwa okaże się, że mieszkańcy poszczególnych części stolicy mówią w charakterystyczny sposób, z równie charakterystycznymi zmianami na przestrzeni lat, co stanowiło będzie cenną informację dla prokuratora i pomoże w weryfikacji pewnej hipotezy. Akcja tej powieści nie mogłaby się dziać w pierwszym, lepszym miejscu, nie dałoby się jej usytuować gdziekolwiek indziej bez szkody dla całości, dlatego też dziwię się twórcom ekranizacji, że lekką ręką przenieśli ją w równie charakterystyczny, lecz jakże różniący się od Warszawy Kraków.

W książce zaprezentowano także ciekawostkę dla dociekliwych – wykorzystanie terapii ustawień w psychoterapii. Osobom, które nie zetknęły się wcześniej z informacjami na jej temat, opis seansów prowadzonych zgodnie z jej zasadami może przypominać wywoływanie duchów. Bardziej racjonalni czytelnicy mogą zastanawiać się wręcz, czy autora nie poniosła fantazja i czy nie ujął w fabule kryminału zbyt wielu elementów nadprzyrodzonych. Tymczasem jest to autentyczna terapia, której zasady opracował Niemiec Bert Hellinger, wzbudzająca wielkie kontrowersje i przez dużą część środowiska psychoterapeutów uznawana pewnie bardziej za szarlataństwo, niż za metodę pomocy pacjentom, jednak mająca swoich zwolenników i stosowana, zwłaszcza przez osoby szukające niekonwencjonalnych sposobów na rozwiązywanie problemów natury psychologicznej. W „Uwikłaniu” nie jest ona tylko ciekawostką dla czytelników i dobrym pretekstem dla umieszczenia w fabule morderstwa, wręcz przeciwnie - ma bardzo duże znaczenie dla rozwiązania zagadki związanej ze zbrodnią.

„Uwikłanie” można z czystym sumieniem nazwać „kawałem dobrego, polskiego kryminału”. Bohater posiadający papiery na występy w cyklu powieściowym, wciągająca zagadka kryminalna oraz dające do myślenia tło obyczajowe i polityczno-historyczne składają się na jedną z ważniejszych i godnych uwagi polskich powieści kryminalnych ostatnich lat. Teodor Szacki aż się prosi o napisanie kontynuacji jego losów, a zakończenie powieści pozostawiło autorowi ku temu otwartą furtkę, więc na wszystkich zainteresowanych czeka powieść „Ziarno prawdy”.

2012/10/10 20:32:14

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
środa, 10 października 2012 20:32

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • locus24 napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/12 00:41:28:

    fajne :)

  • letniewino napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/13 21:16:09:

    Jeśli dotyczyło to "Uwikłania", to faktycznie w ten sposób można streścić moje powyższe słowa na jego temat. Jeśli natomiast odnosiło się to do samego wpisu, to dziękuję :)

  • pscottie150 napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/11 13:18:00:

    I tak najważniejsze jest pozytywne podejście!

  • letniewino napisał(a) komentarz datowany na 2012/11/11 14:13:17:

    Zgadzam się całkowicie - pozytywne podejście nie jest niepozytywne ;)

  • josephinae napisał(a) komentarz datowany na 2012/12/07 12:19:42:

    Ciekawy punkt widzenia.

  • letniewino napisał(a) komentarz datowany na 2012/12/07 18:22:13:

    Dziękuję za przeczytanie i opinię.

Dodaj komentarz