Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

wtorek, 26 marca 2013

"Nielegalni"

Oficer polskiego wywiadu wraca z nieudanej operacji w Jemenie i dostaje pilne zadanie do wykonania na Białorusi. Nielegał w Szwecji otrzymuje tajne instrukcje i stosując się do nich jedzie do Gdańska. Sędziwy profesor jednej z uczelni zdradza pracownikom IPN niezwykłą tajemnicę z czasów II wojny światowej. Pułkownik mińskiego KGB ginie raniony nożem. A w 1939 w Moskwie kierownictwo NKWD słucha sprawozdania majora bezpieczeństwa wewnętrznego Wasilija Michajłowicza Zarubina... W działalności wywiadów na całym świecie przeszłość łączy się z teraźniejszością, a pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia posiadają zaskakująco duży wspólny mianownik.

 

Konrad Wolski wrócił właśnie z Jemenu, gdzie wraz z oficerem SIS próbował dopaść Karola-Safira, Polaka nr 1 w Al-Kaidzie, bynajmniej nie działającego w charakterze "wtyczki", lecz wręcz przeciwnie – będącego jej polskim łącznikiem. Nieudana operacja pogłębiła dosyć pesymistyczny nastrój oficera, spowodowany coraz większym zniechęceniem Wolskiego do pracy w wywiadzie. Praca w służbie staje się dla niego coraz bardziej uciążliwa, co wynika z niekorzystnej sytuacji panującej w organizacji – władzę przejęli ludzie bez kwalifikacji, za to z mocnym politycznym zapleczem i zajęci przede wszystkim wdrażaniem obowiązującej ideologii partii rządzącej za pomocą mniej lub bardziej przyzwoitych środków. Doświadczony oficer nie tylko uważa, że ich działalność szkodzi zarówno służbie wywiadowczej, jak i państwu polskiemu, lecz także obawia się o zgubne skutki nieumiejętnego wykorzystywania efektów pracy wywiadu przez polityków. Tymczasem do IPN-u zgłasza się sędziwy profesor, który zdradza prezesowi i jego asystentowi niezwykłą tajemnicę. Profesor ten w czasie wojny działał na jednym z najbardziej gorących terenów: na Białorusi, na pograniczu Rzeszy i ZSRR. Podczas prowadzenia jednej ze spraw dowiedział się wyjątkowej rzeczy - zatrzymany przez oddział profesora Rosjanin zeznał, że brał udział w zakopywaniu na terenie Twierdzy Brzeskiej skrzyni z dokumentami. Wszystko wskazywało na to, iż było to archiwum Wydziału Polskiego NKWD, który to wydział odpowiedzialny był za wszystkie akcje wywiadu radzieckiego prowadzone na terenie ówczesnej Polski. Te akta to gorący towar na rynku wywiadowczym, gdy tylko informacja o nich wycieka do agentów wywiadu rosyjskiego, operacja ich przechwycenia otrzymuje najwyższy priorytet. Ale i nasz wywiad nie próżnuje – Wolski wraz ze współpracownikami zostaje zobligowany do przeprowadzenia akcji w Twierdzy na mocy polecenia „z pałacu”. Rozpoczyna się wyścig o bezcenne dokumenty. Czy odbywający właśnie tajną misję nielegał mieszkający w Szwecji i morderstwo pułkownika KGB w Mińsku mają coś wspólnego z zawieruchą wokół radzieckiego archiwum?

„Nielegalni” to powieść autorstwa byłego oficera wywiadu, tworzącego pod pseudonimem Vincent Viktor Severski. Biografia pisarza nasuwa skojarzenia z takimi twórcami jak choćby Ian Fleming czy John Le Carre, którzy także przed rozpoczęciem kariery literackiej byli członkami służb wywiadowczych. Chociaż "Nielegalnych" ciężko nazwać powieścią autobiograficzną, to autor korzystał w niej z własnych doświadczeń pełnymi garściami. Szczególnym tego przejawem jest fakt, iż książka dosyć dobitnie ilustruje poglądy pisarza na ówczesną sytuację polityczną oraz prezentuje ostrą ocenę tego, co działo się wokół służb specjalnych w czasie, w którym toczy się akcja powieści. Bardziej zaangażowani politycznie czytelnicy mogą nie być zadowoleni z poglądów, które autor przemycił w swojej powieści za pośrednictwem bohaterów, zwłaszcza czytelnicy zaangażowani po stronie największej obecnie partii opozycyjnej. Jednak, mimo wszystko, nawet osoby znajdujące się na najbardziej przeciwnym biegunie politycznym w stosunku do autora, zgodzą się z kilkoma generalnymi stwierdzeniami i tezami zamieszczonymi na kartach książki, dotyczącymi choćby tego, że wywiad ma służyć państwu, że politycy powinni w sposób odpowiedzialny korzystać z informacji uzyskiwanych przez wywiad, że silna i sprawnie funkcjonująca służba wywiadowcza jest państwu potrzebna. A skoro cały szkopuł tkwi nie w ogóle, a w szczegółach, to może warto zapoznać się z argumentami osoby, która ma inny pomysł na to, jak osiągnąć ten stan pożądany. Sam fakt umieszczenia w powieści szpiegowskiej wyraźnych i dosłownych odwołań do polityki nie jest niczym nadzwyczajnym – służby wywiadowcze swoją działalnością wyrażają i realizują kierunki polityki państwa. Każda przeprowadzana przez nie akcja wynika z uprzednio podjętych decyzji osób rządzących. W powieściach szpiegowskich polityka, i to często ta „wielka”, w wymiarze międzynarodowym czy wręcz globalnym, często nie jest jedynie dodatkiem do brawurowej akcji, lecz jej ważnym składnikiem, a bohaterowie tych powieści w różny sposób się do niej ustosunkowują. Nie można więc czynić autorowi zarzutu z tego, że nie zachował pewnego poziomu neutralności politycznej, co mógł osiągnąć na przykład sprowadzając fabułę niemal wyłącznie do opisu działań operacyjnych i bezpośrednich akcji wywiadu (czyli tworząc polską odmianę Bonda). Jego wybór, polegający na zamieszczeniu dobitnych komentarzy dotyczących polityki uprawianej kilka lat temu, nie stanowi odstępstwa od reguł gatunku.

Jednak „Nielegalni” to przede wszystkim pełnoprawna powieść szpiegowska i to operacje służb specjalnych zajmują w niej najważniejsze miejsce. Liczba mnoga - gdyż tych operacji w powieści jest kilka. Pozornie niezwiązane ze sobą początkowo wydarzenia zaczynają łączyć się w coraz bardziej zaskakujący sposób. Na wstępie jesteśmy bombardowani nieco zbyt wielką ilością informacji. Jeśli ktoś jest typem czytelnika-prymusa (ja niestety jestem), który od pierwszej do ostatniej strony czuje się zobligowany do zapamiętywania wszystkich wspominanych w książce osób, lokalizacji, faktów, to nieźle się namęczy na pierwszych 100-200 stronach książki, gdzie znajdziemy dużą liczbę dat, miejsc, pseudonimów szpiegów i ich prawdziwych nazwisk, opisów wydarzeń z przeszłości, itp. Początek powieści prezentuje nam Konrada i jego współpracowników, zarys współczesnej polityki i sytuacji w służbach, opowieść profesora Bardy w IPN, rozmowę Zarubina z komisją kierownictwa NKWD w Moskwie w 1939, pojawienie się na scenie szwedzkiego nielegała i jego historię, tajemnicze morderstwo na Białorusi... Tak, początek powieści to istny kocioł dla każdego, kto chce koniecznie od razu zapamiętać wszystkich bohaterów dramatu, ich losy i ich powiązania między sobą. Oczywiście, jeśli ktoś nie podchodzi do tego z maniakalną skrupulatnością, to encyklopedyczny wręcz początek, opisujący dokładnie, co, gdzie, kiedy i jak, może tylko pomóc w odbiorze całości, gdyż generalnie służy on dokładnemu wyjaśnieniu sedna kilku spraw, w miarę rozwoju akcji łączy także kilka wątków ze sobą. Jeśli więc ktoś się będzie czuł przytłoczony i obawia się, że wszystkich szczegółów nie zapamięta, to niech po prostu czyta dalej – potem się to wszystko poukłada w logiczny ciąg, a nadmiar informacji stopniowo zastępowany będzie coraz bardziej wartką akcją, przy czym uczulam, że słowo „wartka” może nie do końca oddawać to, co się dzieje w kulminacyjnych momentach powieści. Po nieco przegadanym początku bieg wydarzeń nabiera odpowiedniej prędkości, co zostało bardzo dobrze odzwierciedlone w budowie powieści. Niemal każdy rozdział książki przenosi nas w inne miejsce, do innego bohatera i innych zdarzeń. Początkowo rozdziały są długie, potem stają się coraz krótsze. Poszczególne wątki zazębiają się, zbliżają się ich punkty kulminacyjne. W najbardziej gorącym momencie najpierw pokazane mamy na przemian akcję wydobycia skrzyni z dokumentami w Twierdzy Brześć i wydarzenia w Szwecji. Kwestia skrzyni rozwiązuje się szybciej, jedziemy więc do Szwecji na dłużej. Nie będzie nam jednak dane skupić się jedynie na operacji szwedzkich służb bezpieczeństwa, gdyż wydarzenia pod Sztokholmem śledzić będziemy z trzech perspektyw – mieszkającego w Szwecji nielegała, członków służb oraz... dwóch „wysłanników” z Moskwy. W Szwecji zrobi się naprawdę gorąco, do tego stopnia, że niezwykle ważna dla nas sprawa akt NKWD zejdzie na dalszy plan, a sposób jej rozwiązania stanie się niemal zabawnym żartem (zresztą, w pewnym sensie czymś takim faktycznie będzie) w porównaniu do tego, co działo się będzie w Skandynawii. Zabieg z wykorzystaniem różnych perspektyw i przenoszeniem akcji w inne miejsce wraz z początkiem kolejnego rozdziału powoduje, że w najważniejszych momentach od książki wprost nie można się oderwać, gdyż kilka wątków jednocześnie nieuchronnie zbliża się do rozwiązania.

Dużym atutem tej książki są bohaterowie i język, którego używają. Przede wszystkim, ciężko stwierdzić, który z bohaterów jest główny – początkowo wydawać by się mogło, że jest to Konrad Wolski, jednak on będzie stopniowo znikał nam z pola widzenia ustępując miejsca innym postaciom, aż pojawi się znów w końcowej części powieści. Bohaterowie są charakterystyczni, może czasem naszkicowani zbyt grubą kreską, jak na przykład M-Irek czy Lutek, ale ich specyficzność i wyraziste cechy są raczej na plus. Postaciom też nie można zarzucić prostej konstrukcji i jednostajności. Niemal u wszystkich czarnych charakterów znajdziemy także jakieś mniej negatywne strony, tudzież, w pewnym sensie, racjonalną motywację i uzasadnienie ich działań (oczywiście nie wszystkich, ciężko wytłumaczyć na przykład lekkie podejście do śmierci postronnych osób, która nie tylko jest amoralna, lecz także komplikuje operację), natomiast postaciami całkowicie jednowymiarowymi, o których już nic nie da się dobrego powiedzieć, są uwiązani na politycznej smyczy, pozbawieni kompetencji i autorytetu szefowie polskich wywiadowców. Bohaterowie stosują elegancki język, nie rzucają w siebie „raczej zdechłymi psami, niż różami”, jakby to ujął Kornel Makuszyński, lecz posługują się kunsztowną polszczyzną, nawet gdy udaje ona język szwedzki, czy jakikolwiek inny. Jest to dla mnie pozytywne zaskoczenie, gdyż byłam pewna, że członkowie służb specjalnych będą wylewać z siebie potoki przekleństw, szczególnie w stresowych sytuacjach, a tymczasem używanie słów niecenzuralnych w książce ograniczone jest do niezbędnego minimum. Największy wachlarz mocnych słów jest prezentowany oczywiście – jakżeby inaczej - przez Rosjan, ale to też z umiarem. Ja nie jestem ortodoksyjnym wyznawcą czystości językowej w powieściach i rozumiem, że są sytuacje, w których aż się prosi, by bohaterowie wyjaśnili sobie, co który wie o zabijaniu, ale cieszy mnie fakt, iż autor nie chciał epatować językową surowością, choć miał ku temu kilka dobrych okazji.

Ze względu na to, że opisane w książce wydarzenia są nierozerwalnie połączone z przeszłością, niezbędne były odwołania do faktów historycznych i zgrabne wplecenie ich elementów w fikcyjną akcję. W związku z tym, iż główną osią wydarzeń po stronie polskiej jest odnalezienie skrzyni ze starymi aktami, w powieści otrzymujemy odrobinę historii dotyczącej rozwoju radzieckiej działalności wywiadowczej na terenie Polski i tego, jak to się robiło w 1939, ale nie tylko. Mamy tu także nieco historii wojennej, kilka nawiązań do nowszej historii powszechnej czy też wspomnienia głośnych spraw dotyczących służb specjalnych. Niezwykle ważny dla rozwoju akcji jest fakt, iż oddziały NKWD posuwały się do zbrodni przebierając się za członków innych jednostek wojskowych (w „Nielegalnych” jest mowa o zbrodni dokonanej przez NKWD w przebraniu żołnierzy Armii Krajowej), przez co wiele osób do dziś za te zbrodnie oskarża nie prawdziwych zbrodniarzy, tylko tych, za których byli oni przebrani. Oczywiście, zagadnienia te nie są rozwinięte, gdyż nie taka jest idea tej powieści, jednak może to zainteresować część czytelników i zainspirować do sięgnięcia po więcej informacji na te tematy, co zawsze stanowi dodatkowy walor książki i zachęca do pogłębienia wiedzy.

Podsumowując: może nie doszukujmy się w „Nielegalnych” jakichś fajerwerków, ale trzeba przyznać, że książka jest solidnym kawałem powieści (dosłownie i w przenośni), a autor dobrze poradził sobie z takimi zabiegami jak złożona konstrukcja akcji, wielowątkowość czy też zastosowanie różnych perspektyw dla tych samych wydarzeń. To jest typowa powieść szpiegowska, z całym jej inwentarzem. Jej ogromnym atutem jest fakt, iż napisał ją człowiek pracujący w przeszłości w wywiadzie, więc założyć trzeba, że obok czystej fikcji umieścił tam sporo zdarzeń prawdopodobnych do zaistnienia w rzeczywistości, a być może nawet elementy jakichś autentycznych spraw. Czytelnik może się zgadzać lub się nie zgadzać z zaprezentowaną oceną ówczesnej polityki i sytuacji w służbach, dać się wciągnąć w wir wydarzeń, zainteresować kilkoma wspominanymi autentycznymi wydarzeniami, podejrzeć pracę oficerów wywiadu od kuchni (i dojść do wniosku, że daleko jej do przygód Bonda), zastanowić się nad skomplikowanym i ciężkim do wyobrażenia życiem nielegała… Słowem – jest kilka powodów, dla których warto mieć tę powieść na rozkładzie.

Poza tym... kto nie lubi poczytać o tym, jak to nasz człowiek robi w konia ważną szychę rosyjskiego wywiadu, nawet jeśli jest to dosyć gorzkie zwycięstwo?

2013/03/26 20:21:55

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
wtorek, 26 marca 2013 20:21

Polecane wpisy