Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

wtorek, 22 października 2013

"Pięć małych świnek"

Tytuł brzmi dosyć fikuśnie i nie zwiastuje kłopotów. Przecież to tylko fragment dziecięcej wyliczanki. Jednak gdy wylicza Herkules Poirot, nic nie jest tak proste i oczywiste, jakby się mogło wydawać.

 

Herkules Poirot otrzymuje dosyć niezwykłe zlecenie od młodej kobiety, Karli Lemarchant. Karla naprawdę nazywa się Karolina Crale i jest córką nieżyjących już Karoliny i Amyasa Crale’ów. Losy jej rodziny są powszechnie znane zarówno z tego powodu, że jej ojciec był sławnym i cenionym malarzem, jak również za sprawą tragicznej śmierci obojga rodziców i wiążącego się z nią skandalu obyczajowego. Amyas nie był wzorowym mężem, jego liczne romanse i kłótnie z żoną nie były dla nikogo tajemnicą. Zwykle jego przygody kończyły się szybko, a kochająca go mimo wszystko żona wybaczała mu skoki w bok. Jednak gdy Amyas poznał dwudziestoletnią Elzę Greer, wydawało się, że połączyło go z nią coś więcej, niż tylko namiętna i krótkotrwała miłostka. Malarz był wtedy około czterdziestoletnim mężczyzną, więc „dojrzał całkowicie do tego, żeby zgłupieć dla jakiejś smarkuli”, jak to określił jeden z bohaterów powieści. Mimo swojego młodego wieku Elza nie była niewiniątkiem - była kobietą „nowoczesną”, wyzywającą, pozbawioną jakichkolwiek skrupułów w dążeniu do celu, więc gdy artysta się w niej zakochał, uważała to za oczywiste, że porzuci on dla niej żonę i dziecko. Panna Greer nie tylko nie miała jakichkolwiek oporów przed rozbijaniem rodziny, ale także bez żadnego zażenowania przyjechała do domu artysty, gdzie miała pozować mu do portretu i oświadczyła jego żonie, że niedługo to ona będzie panią Crale i właścicielką pięknej, wiejskiej posiadłości rodzinnej Crale’ów. Karolina była zszokowana słowami młodej kobiety, gdyż do tej pory romanse męża nie były zagrożeniem dla ich małżeństwa i nie wyobrażała sobie, że tym razem pozornie niegroźna miłostka miałaby zakończyć ich długoletni związek. Sytuacja podczas pobytu Elzy stała się więc dosyć napięta, ale malarz był tak obsesyjnie owładnięty chęcią skończenia portretu dziewczyny, co do którego uważał, że będzie on jednym z największych jego dzieł, że niewiele go obchodziły spory pomiędzy kobietami i niekoniecznie włączał się w ich łagodzenie. Był jedynie zniesmaczony tym, że „zazdrosne, histeryczne baby” przeszkadzają mu w pracy. Atmosfera stawała się coraz gęstsza i coraz bardziej nieznośna, Karolina z przerażeniem uświadamiała sobie, że tym razem sprawy zaszły za daleko i może stracić męża, a Elza była przekonana, że jest niezwykle uczciwa w tym, co robi – zakochani powinni być razem, a nieszczęśliwe małżeństwa nie powinny trwać – więc coraz bardziej panoszyła się w jej przyszłym domu. Taki splot wydarzeń i emocji musiał doprowadzić do tragedii. Malarz został otruty cykutą, którą podano mu do piwa, a ostatnie piwo przed śmiercią przyniosła mu żona, która dzień wcześniej ukradła cykutę z laboratorium sąsiada – przyjaciela rodziny i pasjonata roślin. Motyw był oczywisty, nie udało się odnaleźć niczego, co mogłoby zachwiać przekonanie o winie kobiety, a ona sama w sądzie była zaskakująco bierna i nie zamierzała z determinacją walczyć o dobre imię i uniewinnienie, co dla wielu osób było ostatecznym przyznaniem się do popełnionej zbrodni. Karolinę skazano na śmierć, wyrok zmieniono na dożywocie, kobieta zmarła w więzieniu rok po procesie. Przed śmiercią napisała jednak list do córki, w którym zapewniała dziecko o swojej niewinności. Mała Karolina miała otrzymać list po uzyskaniu pełnoletniości. Szesnaście lat później, dwudziestojednoletnia Karla prosi Poirota o ponowne przyjrzenie się –wydawać by się mogło – oczywistej i w pełni wyjaśnionej sprawie…

„Pięć małych świnek” to niejedyna powieść w dorobku Agathy Christie, w której detektyw musi zająć się zbrodnią sprzed lat. Są to sprawy dosyć szczególne – najczęściej wydają się być już wyjaśnione i oczywiste, ktoś został oficjalnie uznany za winnego i skazany, wydaje się, że po kilkunastu latach ciężko mieć jakieś wątpliwości, a wszyscy powiązani ze sprawą mają już o niej tak dobitnie wyrobione zdanie, że rzutuje to na ich wspomnienia i sposób przedstawiania faktów. Gdy otruto Amyasa Crale’a, poza państwem Crale w ich domu znajdowało się, nie licząc służby, pięć osób: przyjaciele domu bracia Filip i Meredith Blake, przyrodnia siostra pani Karoliny, piętnastoletnia Angela Warren, guwernantka Angeli panna Cecylia Williams oraz wspomniana już Elza Greer – w jej własnym mniemaniu przyszła pani Crale. Fakt, iż państwu Crale w tragicznym dniu towarzyszyło pięć osób, nasunął Herkulesowi Poirotowi myśl o wyliczance z pięcioma świnkami, która uparcie trzymała się go podczas śledztwa. Herkules Poirot podjął się tego dosyć trudnego zadania z ciekawości i chęci sprawdzenia się podczas takiego wyzwania, ale także uwierzył on słowom Karli, która zapamiętała matkę jako osobę niezwykle prawdomówną, nieposuwającą się do kłamstwa nawet w najmniejszych, najbardziej banalnych sprawach. Młoda kobieta była pewna, że jeśli jej matka napisała, że nie zabiła jej ojca, to nie zrobiła tego po to, by ją w ten osobliwy sposób pocieszać, tylko naprawdę go nie zabiła. Na detektywie dosyć duże wrażenie zrobiło zapewnienie Karli o absolutnej prawdomówności matki oraz opis ślepej wiary małego dziecka w słowa rodzicielki, co było jednym z najżywszych wspomnień panny Lemarchant o matce, więc postanowił, że spróbuje dokonać własnej rekonstrukcji wydarzeń w domu Crale’ów, z zastrzeżeniem oczywiście, że poszukiwał będzie prawdy, a nie dowodów niewinności pani Crale.

Dochodzenie prowadzone przez Poirota opiera się na wydobywaniu ze wspomnień poszczególnych uczestników dramatu wszystkiego, co mogłoby pomóc mu w ponownym ustaleniu przebiegu zbrodni. Detektyw ma swoją metodę – najpierw zwraca się do ludzi, którzy zawodowo zajmowali się tą sprawą, by zapoznać się z oficjalnymi ustaleniami, faktami, dowodami, obiektywnym spojrzeniem osób, które nie były zaangażowane emocjonalnie w życie i śmierć Amyasa Crale’a. Po wysłuchaniu ich zdania na temat morderstwa oraz przebiegu procesu zwraca się do bezpośrednich pięciu świadków zdarzenia – jednych podstępem, innych wyłożeniem kawy na ławę prowokuje do rozmowy o tym, co wydarzyło się w domu Crale’ów szesnaście lat temu. Ostatecznie udaje mu się uzyskać rzecz szczególnie istotną dla prowadzonego przez niego śledztwa – nakłania wszystkie „pięć świnek” do dostarczenia mu pisemnych wspomnień o tamtych wydarzeniach i relacji z dnia śmierci Amyasa. Jest to pomysł jak najbardziej racjonalny (i skuteczny), ale dla czytelnika w tym momencie zaczynają się schody. Autorka zaprezentowała w powieści wszystkie pięć opowieści po kolei, mamy więc możliwość zapoznania się z punktem widzenia każdego ze świadków tragedii. A są one tak różne, jak różni są ich autorzy i uczucia, które żywili oni do zmarłych państwa Crale, więc czytanie pięciu relacji o przebiegu tych samych wydarzeń staje się nieco męczące i dezorientujące. Jeszcze na początku czytelnik jest pełen entuzjazmu i niczym Poirot chce poszukiwać każdej nieścisłości w zeznaniach, zwłaszcza, że spisane wspomnienia są bardzo interesujące – nie tylko przedstawiają one ciąg wydarzeń, które doprowadziły do tragedii, ale także wiadomo, że to w nich zawiera się clou całej historii i wszystko, co wyczyta w nich czytelnik, posłuży również Poirotowi do wyciągania ostatecznych wniosków. Jednak mniej więcej od trzeciej opowieści można odnieść wrażenie, że tam już się nic nie zgadza, że każdy widział co innego, każdy był gdzie indziej i generalnie – jak to możliwe, że na podstawie takich rozbieżności skazano kogokolwiek. Na szczęście Agatha Christie przewidziała chyba, że czytelnicy mogą się nieco pogubić w natłoku relacji i odnieść błędne wrażenie co do zgodności opowieści między sobą, więc bezpośrednio po nich umieściła ona podsumowującą rozmowę pomiędzy Karlą a Poirotem, dzięki której możemy upewnić się, że fakty się zgadzają, różnią się natomiast subiektywne części poszczególnych wspomnień. Relacje świadków sprawiają, że mały Belg ostatecznie utwierdza się w przekonaniu co do tego, że niektóre rzeczy były w przeszłości błędnie uznane za pewnik, a niektóre pozornie oczywiste zachowania w rzeczywistości znaczyły coś zupełnie innego. W finale detektyw przedstawia swoją wersję wydarzeń i pomimo tego, iż na poparcie swoich słów nie ma on żadnych dowodów, rekonstrukcja będzie wyjątkowo trafna, co zaskoczy kilka osób.

Tym razem bardzo ważną częścią powieści jest jej tło obyczajowe, choć akurat w tym przypadku słowo „tło” jest nie do końca odpowiednie, gdyż historia państwa Crale nie jest tutaj tylko pretekstem do umieszczenia zbrodni w fabule i nie schodzi na dalszy plan w toku dochodzenia. Opis wydarzeń poprzedzających tragiczną śmierć rodziców Karli Lemerchant składa się na intrygującą, niejednoznaczną i dającą do myślenia historię o… miłości. O różnych rodzajach miłości oraz o innych uczuciach, które często z nią mylimy. Mamy więc tutaj miłość cierpliwą, głęboką, bezgraniczną i wierną. Miłość podszytą wyrzutami sumienia, z towarzyszącą jej gotowością na poświęcenie życia w chwili próby. Miłość ślepą, zaborczą, zachłanną, bez szacunku dla uczuć innych ludzi. Wieloletnią namiętność, zmieniającą się w odrazę i nienawiść w obliczu odrzucenia. Długoletnie przywiązanie, trwające samo dla siebie, nie dla drugiej osoby. Miłość oczywistą, naturalną, z niezachwianą wiarą w drugiego człowieka. Brzmi nieco zbyt romantycznie, jak na powieść kryminalną? Bez obaw, Agatha Christie potrafiła przedstawiać ludzkie uczucia bez nadmiernej tkliwości i niepotrzebnych uniesień, a ukazywanie wszystkich tych emocji w powiązaniu z tragiczną śmiercią obojga małżonków oraz z perspektywy późniejszego dochodzenia sprawia, że opisana opowieść sytuuje się z dala od wyciskających łzy romansów. Poza uczuciami, jakimi darzyli siebie bohaterowie powieści, w opowiedzianej historii ważni są także oni sami – ich różnorodne osobowości, podejście do życia, uprzedzenia, piętno, jakie odcisnęły na nich wydarzenia sprzed lat. Zwraca uwagę to, w jaki sposób odbierana była przez bliskich pani Crale – podczas gdy jej męża wszyscy oceniali w sposób jednoznaczny i zbliżony, tak ona budziła bardzo spolaryzowane uczucia, od sympatii, podziwu oraz uznania dla jej elegancji, klasy i cierpliwości prezentowanych przez pannę Williams do ciężkiej nienawiści Elzy Greer, oskarżającej ją o podłość, nikczemność i spowodowanie śmierci miłości jej życia. Tylko jedna z tych pięciu osób absolutnie i bez żadnych wątpliwości nie wierzy w winę Karoliny. Dwie skłaniają się ku potwierdzeniu słuszności wyroku, chociaż stoją po jej stronie i są zdania, że cała sytuacja niejednego człowieka doprowadziłaby do ostateczności. Pozostałe dwie uważają ją za złą kobietę, nieodpowiednią żonę, perfidną, złośliwą, samolubną osobę oraz są przekonane, że była ona w stanie zabić człowieka z zimną krwią i z pełną premedytacją. W związku z tym, że opinie te wzajemnie się wykluczają, ktoś ewidentnie musi się mylić. Szkoda, że Agatha Christie nie dała każdemu z pięciu uczestników tragicznych wydarzeń wypowiedzieć się na temat tego, co ostatecznie ustalił Poirot – tylko jedna osoba dostała na końcu tę szansę. A przecież w sumie każdy z nich musiał zdać sobie sprawę z tego, że przez szesnaście lat ich wyobrażenia na temat poszczególnych zdarzeń feralnego dnia oraz ogólna ocena sytuacji były mylne.

Morderca nie zawsze zostaje skazany na taką karę, na jaką zasługuje – czasem wyrok jest złagodzony, czasem sprawca w ogóle wymyka się wymiarowi sprawiedliwości. Nie znaczy to jednak, że najgorsze za nim.

2013/10/22 21:22:17

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
wtorek, 22 października 2013 21:22

Polecane wpisy