Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

niedziela, 06 października 2013

"Zerwane zaręczyny"

Gdy zamordowana zostaje młoda kobieta, będąca bezpośrednim powodem zerwania pewnych zaręczyn, za oczywistego mordercę musi zostać uznana nieszczęśliwa narzeczona. Zwłaszcza, gdy jadła ona feralnego dnia posiłek w towarzystwie ofiary i poczęstowała ją własnoręcznie robionymi kanapkami, w których mogła bez problemu umieścić śmiertelną dawkę morfiny.

 

Elinor Carlisle jest znajdującą się w dosyć beznadziejnym położeniu oskarżoną w procesie o morderstwo Mary Gerrard. Elinor to bratanica zmarłej niedawno Laury Welman – bogatej, bezdzietnej wdowy. Starsza pani pozostawiła wielki majątek lecz nie zdążyła sporządzić testamentu, w którym dzieliłaby swoje dobra zgodnie z pierwotnymi planami, więc po jej śmierci to Elinor stała się jedyną dziedziczką spadku. Ciocia planowała wcześniej podzielić go sprawiedliwie pomiędzy Elinor oraz Roddy’ego Welmana – bratanka jej zmarłego wiele lat temu męża, a także zostawić legat dla córki odźwiernego, Mary Gerrard, która była jej bliska i opiekowała się nią w chorobie. Brak testamentu pozornie nie stanowi problemu w podziale spadku pomiędzy Elinor i Roddym, gdyż są oni zaręczeni, więc wielki majątek stanie się wkrótce ich wspólną własnością, lecz Roddy niespodziewanie zakochuje się w młodej Mary. Po zerwaniu zaręczyn nieszczęśliwa i przeżywająca głęboko skrywane katusze Elinor proponuje odstąpienie mu części majątku, lecz Roddy jest zbyt dumny, by przyjąć oferowaną część spadku. Wkrótce potem Mary ginie podczas wspólnego posiłku z Elinor, a wszystkie fakty oraz oczywisty motyw świadczą nieubłaganie przeciwko świeżo upieczonej dziedziczce majątku. Zakochany w Elinor lekarz pani Welman zwraca się z desperacką prośbą o ratunek do światowej sławy detektywa...

„Zerwane zaręczyny” to powieść Agathy Christie wydana w 1940 roku. Oprócz cech typowych dla klasycznego kryminału zawiera też w sobie elementy dramatu sądowego. Cała historia rozpoczyna się na sali sądowej, gdzie zaprezentowane jest oskarżenie przeciwko Elinor Carlisle oraz podstawy zarzutów. Oskarżenie jest pewne swoich racji, natomiast wynajęty przez reprezentującą interesy zmarłej ciotki kancelarię prawniczą adwokat jest powszechnie znany jako „grabarz resztek nadziei”. Wśród obecnych na sali dostrzec można także Herculesa Poirota. By dowiedzieć się, jakie wydarzenia poprzedzają sądowy finał, cofamy się w czasie do momentu, w którym Elinor otrzymała życzliwy anonim, wzywający ją do pilnowania własnych spraw, gdyż przy ciotce kręci się osoba, która może zagrozić jej spadkowi. Elinor trafnie odgadła, że donosiciel ma na myśli Mary Gerrard i pokazała list narzeczonemu. Oboje doszli do wniosku, że warto odwiedzić schorowaną ciotkę i od tego momentu powieść ukazuje nam retrospekcję wydarzeń tuż przed tragedią.

Gdy już na pierwszej stronie powieści czytelnik dowiaduje się, kto zginął, a kto został uznany za jego mordercę, dokładna retrospekcja wydarzeń sprzed momentu zbrodni może się nieco dłużyć. Czytający najchętniej od razu przeniósłby się do prowadzonego przez Poirota śledztwa, tymczasem musi przebić się przez pewne kwestie obyczajowe, zalążki tajemnic z przeszłości, wątek zaręczyn pomiędzy dwojgiem potencjalnych spadkobierców Laury Welman, miejscowe plotki i opowieści, umieranie starszej pani, fascynację Roddy’ego Mary i tym podobne. Warto jednak przetrwać ten moment w skupieniu i ze zwracaniem uwagi na szczegóły, gdyż będą one potem istotne dla prowadzonego przez detektywa prywatnego dochodzenia. Od momentu powierzenia sprawy małemu Belgowi powieść zyskuje inny charakter i inną dynamikę. Równie nieszczęśliwie jak Elinor w Roddym, w domniemanej morderczyni zakochany jest młody lekarz. Mimo świadomości beznadziejności swoich uczuć oraz bez żadnych oczekiwań co do swojej wybranki namawia on detektywa do zrobienia wszystkiego, by uratować pannę Carlisle od kary śmierci, przy czym jest to desperacki apel z gatunku „jeśli fakty świadczą inaczej, to tym gorzej dla faktów”. Nawet zakochany lekarz nie jest w stu procentach pewien co do niewinności Elinor i wie doskonale, że nie tylko fakty, ale i jej zachowanie daje wiele podstaw ku temu, by to ją obarczać winą za otrucie Mary. Mimo wszystko prosi detektywa o znalezienie czegokolwiek, co wywołałoby najmniejsze wątpliwości na sali sądowej i nie pozwoliło przysięgłym na wydanie wyroku skazującego. Poirot podejmuje się tego zadania, choć na początku on także znajduje tylko same potwierdzenia zarzutów oskarżenia, doprowadzając tym lekarza do białej gorączki. W miarę rozwoju akcji zaczyna on jednak dostrzegać nie tylko to, że jest niemal przez wszystkich swoich rozmówców (z lekarzem włącznie) okłamywany, lecz udaje mu się także odnaleźć pewne drobne fakty, które może nie tyle pozwolą na bezapelacyjne odparcie zarzutów wobec Elinor, lecz każą się ponownie zastanowić nad zdawałoby się bezsprzecznie ustalonym przebiegiem zbrodni. Osoby, które przeczytały już kilka powieści Agathy Christie wiedzą jednak, że w takim momencie niczego nie można być pewnym, nawet oczywistej dla czytelnika (skoro wszyscy myślą, że to ona, to pewnie nie ona) niewinności Elinor - autorka już nieraz prezentowała historie, w których osoba uznawana początkowo za winną była oczyszczana z wszelkich podejrzeń, by potem jednak trzeba było do niej wracać w ostatecznym rozwiązaniu sprawy. Przeglądając opinie na temat tej książki natknęłam się na twierdzenia ich autorów, że „dosyć szybko wiedzieli, kto zabił” lub też „czuli, kto jest mordercą”, więc końcówka była niezaskakująca. Moim zdaniem, jeśli faktycznie osobom tym udało się trafnie rozstrzygnąć, co się naprawdę wydarzyło tego dnia w Huntenbury, to raczej poprzez podszepty intuicji i typową, jak to kiedyś opisała sama Agatha Christie w jednej ze swoich powieści, przypadłość czytelników kryminałów, którzy mają tendencję do zgadywania, zamiast do opierania się na przedstawionych dowodach i zeznaniach. Chyba, że osoby, które uważają, że wszystko zbyt szybko stało się jasne, są z zawodu chemikami lub farmaceutami, gdyż prawidłowe wytypowanie rozwiązania, które tłumaczyłoby wszystkie (podkreślam – wszystkie) fakty w sposób logiczny i niepozostawiący żadnych wątpliwości, wymaga w przypadku tej zbrodni szerszej wiedzy z dziedziny chemii i medycyny, w szczególności dotyczącej zatruć morfiną. Bez niej ciężko podważyć kilka niepodlegających dyskusji faktów i raczej trzeba liczyć na to, że zrobi to Poirot, ale wtedy trudno mówić o pewności co do rozwiązania (chyba, że intuicyjnej właśnie) i czytelnik pozostaje w sferze domysłów i w „graniczącym z pewnością przekonaniu”. Z tego powodu ja nie uważam rozwiązania za oczywiste, narzucające się i niezaskakujące. Owszem, Poirot sygnalizuje dużo wcześniej kilka istotnych szczegółów, ale nawet gdy czytelnik prawidłowo pójdzie tym tropem, to musi natknąć się na bardzo trudną do rozstrzygnięcia kwestię dotyczącą przebiegu zbrodni, którą ciężko wyjaśnić bez wspomnianej przeze mnie nieco bardziej specjalistycznej wiedzy. Intrygę uważam więc za naprawdę dobrze skonstruowaną, z misternym planem zbrodni, z mimo wszystko nieoczywistym rozwiązaniem, zaskakującymi historiami z przeszłości związanymi z niektórymi bohaterami. Na zakończenie tym razem Poirot nie zbierze wszystkich zainteresowanych w jednym pokoju i nie wskaże poprzez rozbudowaną prezentację sposobu swojej dedukcji, który spośród nich jest mordercą. Tragiczna śmierć Mary zostanie wyjaśniona podczas procesu, a że Poirot adwokatem nie jest (zostanie wezwany na świadka, ale wyjaśni tylko kwestię pewnego dokumentu), bezpośrednim wskazywaniem mordercy zajmować się będzie wspomniany przeze mnie grabarz nadziei. Miłośnicy małego Belga szybko zorientują się, że prowadzący przesłuchania świadków adwokat został bardzo drobiazgowo poinstruowany przez słynnego detektywa, gdyż w jego pytaniach szybko ujawni się specyficzna metoda i wykorzystywał on będzie wszelkie poczynione przez Poirota ustalenia. Mimo więc, iż Poirot tym razem momentami jest odsunięty na boczny tor (retrospekcja, proces), odciska on swoje piętno na całej historii nie tylko poprzez wyjaśnienie zagadki morderstwa.

Poza sprawą morderstwa za interesujące uznać można obyczajowe tło powieści, choć nie jest ono jakoś szczególnie rozbudowane, a Agatha Christie nie upierała się, by każdego z bohaterów uczynić wyjątkową, charakterną i zapadającą w pamięć postacią. Na pewno na uwagę zasługuje wątek miłości pomiędzy Elinor a Roddym – mimo, że się niby oboje kochają i planują wspólne życie, to Elinor cierpi w tym związku już dużo wcześniej, jeszcze zanim Roddy’ego trafi strzała Amora na widok Mary. Autorka unika przy tym romantycznych uniesień i kiczowatej uczuciowości, zarówno dzięki trzeźwej ocenie sytuacji przez samą osobę zainteresowaną, jak również trafnym spostrzeżeniom osób trzecich („Ona ma zły gust. Woli napuszonego durnia z długim nosem i gębą przypominającą zmartwionego konia”). Warto wspomnieć także o wątku dotykającym problemu eutanazji, a pamiętajmy, iż powieść pochodzi z początku lat 40-tych XX wieku. Po której stronie opowiada się autorka? Niby ciężko stwierdzić, prezentuje ona racje obu stron, aczkolwiek ten brak ostatecznego spisania testamentu przez domagającą się skrócenia cierpień Laurę może stanowić wskazówkę co do posiadanych przez pisarkę poglądów na ten temat i wątpliwości związanych z tym, czy ludzie życzący sobie śmierci naprawdę jej sobie życzą. Po raz kolejny w historiach obyczajowych, które Agatha Christie umieszczała w swoich kryminałach, pojawia się wątek rodzinnych sekretów z przeszłości i sugestia, że czasem oszczędzając bliskim wyimaginowanych cierpień skazujemy ich w rzeczywistości na jeszcze większe cierpienia. Oczywiście, kwestie te szybko schodzą na dalszy plan, ale mimo wszystko są istotne przez całą opowieść, pojawiając się co jakiś czas w różnych kontekstach.

„Zerwane zaręczyny” to godna polecenia powieść detektywistyczna z elementami kryminału sądowego. Znany i lubiany Poirot w niektórych fragmentach powieści musi zejść nieco w cień, ale trzyma rękę na pulsie. Tylko dzięki jego niezwykłym zdolnościom możliwe będzie ustalenie tego, co się naprawdę stało ofierze. W tle rozgrywają się współczesne i przeszłe dramaty, kilka osób pozbędzie się złudzeń, w życiu kilku innych zajdą niespodziewane zmiany. Natomiast otwarte pozostaje pytanie, czy morderca zostanie w ogóle ukarany.

2013/10/06 14:13:16

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
niedziela, 06 października 2013 14:13

Polecane wpisy