Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

poniedziałek, 10 marca 2014

"Morderstwo odbędzie się..."

Co robić po przeczytaniu oficjalnego ogłoszenia w gazecie o tym, że w konkretnym dniu, o z góry ustalonej porze, w naszym własnym domu odbędzie się morderstwo? Czy po nieuchronnym pojawieniu się chętnych do wzięcia udziału w „zabawie” trzymać fason do końca, zmieniać wieczorowe plany czy twierdzić, że nam także niewiele na ten temat wiadomo?

 

Przed takim dylematem stanęła Letycja Blacklock, mieszkanka osady Chipping Cleghorn, gdy przeczytała w lokalnej gazecie, że w dniu wydania bieżącego numeru, czyli 29 października 1945 roku, o 18.30 w jej domu odbędzie się morderstwo. W związku z tym, że spodziewała się najścia znajomych, zaciekawionych, co będzie się działo, postanowiła wraz z domownikami przygotować się na szybko do nadzwyczajnej wizyty. Instynkt nie zawiódł panny Blacklock, tuż przed 18.30 w jej domu zjawiło się kilka osób. Początkowo wszyscy zdawali się udawać, że przyszli tu w zupełnie innym celu i nikt ani słowem nie zająknął się o ogłoszeniu. Dopiero wejście pastorowej położyło kres wszelkim niedomówieniom, gdyż kobieta z miejsca zapytała, czy się nie spóźniła i kiedy zaczyna się morderstwo. Letycja Blacklock przyznała, że sama wie niewiele więcej, niż jej goście i wyraziła przypuszczenie, że jeśli coś ma się w rzeczywistości wydarzyć, to okaże się to za chwilę, o podanej w ogłoszeniu godzinie. Całe towarzystwo zamarło więc w pełnym napięcia oczekiwaniu, gdy zegar zaczął wybijać wpół do siódmej. O wyznaczonej porze faktycznie doszło do niezwykłego i tajemniczego napadu zakończonego… śmiercią napastnika. Zanim jednak przestępca z niewiadomego powodu postrzelił się własną bronią, oddał dwa strzały w stronę zebranych w salonie, a ściślej rzec ujmując – w stronę miejsca, gdzie uprzednio rozmawiając z gośćmi stała panna Blacklock. Na szczęście pani domu została jedynie lekko ranna.

Agatha Christie w powieści „Morderstwo odbędzie się…” nieoficjalnym pomocnikiem prowadzącego śledztwo detektywa-inspektora Dermonta Craddocka uczyniła pannę Jane Marple. Starsza pani szczęśliwie akurat wybrała się w tamte strony z powodów zdrowotnych i przy okazji postanowiła odwiedzić córkę swojej przyjaciółki, mieszkającą w Chipping Cleghorn wraz ze swoim mężem, miejscowym pastorem. Początkowo inspektor Craddock podejrzewa, że panna Marple jest raczej lubiącą niegroźne plotki zdziecinniałą staruszką, chociaż jego ojciec chrzestny i emerytowany komisarz Scotland Yardu wypowiada się w samych superlatywach na temat jej detektywistycznych zdolności. Jednak gdy starsza pani wykaże się niezwykłą przenikliwością i potwierdzi wątpliwości, jakie w stosunku do niby bezsprzecznych faktów ma prowadzący dochodzenie, Craddock będzie zwracał baczną uwagę na wszystko, co uda jej się ustalić lub wywnioskować.

Czytelnik od samego początku jest świadomy faktu, iż sprawy morderstwa ogłoszonego w gazecie nie da się zamknąć poprzestając na pierwszych wnioskach. Zeznania świadków, znalezione na miejscu wydarzenia dowody i wszelkie inne okoliczności wskazują na to, iż mogła to być próba napadu rabunkowego, w trakcie której napastnik postrzelił się przypadkowo lub też – zgodnie z interesującą teorią jednego z uczestników feralnej wizyty – z przyczyn psychologicznych popełnił samobójstwo. Jednak prowadzący sprawę inspektor nie chce jej konkludować na tym etapie, chociaż nie bardzo może poprzeć swoje wątpliwości konkretami. Craddock, podobnie jak kilku świadków wydarzenia, ma po prostu poczucie, że takie rozwiązanie zwyczajnie nie miało sensu. Po pierwszej rozmowie z panną Marple utwierdza się on w przekonaniu, że świadkowie w swoich zeznaniach w dużej mierze opierają się na własnych wrażeniach, bo pewnych rzeczy widzieć nie mogli. A w ciemności, przy świetle latarki wycelowanej w twarze zebranych w salonie, stworzyć odpowiednie wrażenie było niezwykle łatwo. Czy faktycznie ktoś próbował zabić pannę Blacklock, czego obawia się jej współlokatorka i przyjaciółka? I czy próba zostanie ponowiona, jeśli podczas morderstwa z ogłoszenia napastnik nie działał sam? Panna Marple sugeruje, że należy przyjrzeć się bliżej samej Letycji Blacklock i sprawdzić, czy w jej życiu nie wydarzyło się coś, co mogło ściągnąć na nią niebezpieczeństwo. Intryga w zaskakujący sposób zaczyna wiązać się z przeszłością panny Blacklock. Jednak chociaż motyw nie budzi wątpliwości i prawdopodobni sprawcy zaczynają się coraz bardziej wyróżniać z grona wszystkich podejrzanych, trafne wytypowanie przebiegu wydarzeń podczas niezwykłego wieczoru nie należy do najprostszych rzeczy. Nie bez powodu – Agatha Christie nieraz udowodniła, że potrafi przewrócić całą historię do góry nogami i chociaż po wszystkim czytelnik zorientuje się, że miał rozwiązanie przed oczami, nie jest łatwo podążyć właściwym tropem w trakcie czytania. W przeciwieństwie do panny Marple mało kto zwróci uwagę na pewne codzienne drobiazgi, co nadaje tej zagadce wysoki stopień trudności. Ponadto, autorka jak zwykle zadbała o szczegóły i misternie skonstruowała całość intrygi, by czytelnik miał okazję do podjęcia fałszywych tropów i popełniania błędów w dedukcji.

Z intrygą wiąże się także kilka dosyć mało optymistycznych historii obyczajowych, a panna Marple będzie musiała wyjaśnić wszystkim zainteresowanym, że „ludzie, którzy mają urazę do świata bywają szczególnie niebezpieczni”. W sumie żaden z bohaterów tej książki nie chciał nikogo zabić. Za to jeden z nich pragnął naprawy swoich krzywd i posiadania czegoś, co nie mogło należeć do niego. Zmieniło się to w prawdziwą obsesję, a gdy już było za późno, nie miał zamiaru się wycofywać, tylko brnął dalej. Po trupach.

2014/03/10 21:48:36

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
poniedziałek, 10 marca 2014 21:48

Polecane wpisy