Dobry kryminał nie jest zły

Wpis

piątek, 21 kwietnia 2017

"Czarna kawa"

Gdy zadanie ochrony przed kradzieżą śmiercionośnego wzoru zmienia się w poszukiwanie mordercy jego twórcy, niewątpliwie mamy do czynienia z typowym weekendowym wypadem Herculesa Poirota poza Londyn...

 

Pozbawiony zajęcia Hercules Poirot usiłował znaleźć sobie coś do roboty, gdy okazało się, że o jego plany weekendowe zadbał Sir Claud Amory – słynny naukowiec angielski, pracujący nad niezwykle ważnym zagadnieniem. Sir Amory zadzwonił do detektywa z pilną prośbą - według niego któraś z osób przebywających w jego posiadłości usiłowała wykraść cenny i niebezpieczny wzór, który został przez niego opracowany w trakcie prowadzonych badań. Wzór umożliwiał stworzenie nowej broni o szerokim zasięgu i wielkiej sile rażenia, stąd naukowiec zamierzał przekazać go w ręce rządu. Hercules Poirot miał być zarazem posłańcem wiozącym wzór do Londynu, jak i ochroniarzem wzoru na terenie posiadłości, podczas weekendowych odwiedzin. Sir Claud słusznie ocenił niebezpieczeństwo i efektywnie zapobiegł nieplanowanemu opuszczeniu budynku przez osoby w nim przebywające, z których jedna już zdążyła poczynić co nieco w kwestii kradzieży wzoru. Niestety, nie zadbał o swoją własną ochronę – zanim Hercules Poirot zdążył przybyć do posiadłości naukowca, ten wypił zatrutą kawę.

„Czarna kawa” nie jest typową powieścią – to adaptacja sztuki Agathy Christie z 1934 roku (pod tym samym tytułem), której dokonał Charles Osborne. Ostateczny kształt powieści został więc nadany tym razem przez innego autora, co jest ciekawym doświadczeniem dla czytelników dobrze znających twórczość Agathy Christie. Czy udział Charlesa Osborne’a w tworzeniu ostatecznej treści utworu stanowi zaletę, czy wadę „Czarnej kawy”?

Szczerze mówiąc, trudno wyłapać tu jakieś mocno indywidualne cechy pisarstwa Charlesa Osborne’a. „Czarna kawa” stanowi raczej próbę zachowania fabuły sztuki w formie klasycznej powieści i to się pisarzowi udało. Owszem, można się zastanawiać, czy Hastings (żonaty przecież!) snujący się bez celu po ogrodzie z wyraźnie zainteresowaną nim panną faktycznie wyszedłby osobiście spod pióra Agathy Christie, ale reszta raczej nie odbiega od typowo „agathowej” sytuacji. Hercules nie zapomina o (słusznym) podkreślaniu własnej wielkości i trzymaniu Hastingsa w wiecznym napięciu, całość dzieje się na niewielkiej przestrzeni, w sprawę zamieszanych może być jedynie kilka osób, a i to niczego tak naprawdę do końca nie można być pewnym. No, może poza jednym dosyć widocznym szczegółem… Nie ma więc mowy o zarzucie, że pan Osborne zawłaszczył sobie bohaterów Agathy Christie i zrobił z nich wariację na temat. Natomiast dosyć mocno odczuwalny jest fakt, iż pierwotnie tekst był sztuką – dialogi grają w nim pierwszoplanową rolę, a momentami nie da się uciec od wrażenia, że czytamy jedynie dialogi wraz z didaskaliami typu „postawiła na stole filiżankę i usiadła z powrotem na kanapie”. Wynika to zapewne z szacunku Charlesa Osborne’a do treści sztuki, a także z niechęci do dokonywania wielkich zmian w świecie wykreowanym przez Agathę Christie – znaczniejsze rozbudowanie części „pozadialogowej” wymusiłoby na pisarzu stworzenie większej ilości jego własnego tekstu, a wygląda na to, że raczej tego robić nie chciał. Piszę to w domyśle, gdyż nie znam sztuki, tylko porównuję „Czarną kawę” do innych książek Agathy Christie i widzę, że taki tekst mógłby (pomijając detale) wyjść bezpośrednio spod jej pióra. Specyfika powstania i funkcji pierwotnej wersji tego tekstu sprawia, że całość mknie do przodu bez przystanków (jakżeby mogło być inaczej, skoro bohaterowie muszą coś do siebie mówić, by akcja posuwała się do przodu, a żeby mówili, coś się musi dziać) i jest dosyć skondensowana, co stanowi kolejny argument za tym, że Charles Osborne rozbudował sztukę tylko o tyle, o ile to było potrzebne do wydania jej w formie powieści. Właściwie, ciężko zdecydować, czy to krótka powieść, czy dłuższe opowiadanie. Wątki poboczne występują szczątkowo i tylko po to, by niektóre postaci miały jakiś motyw zabójstwa. Większość akcji dzieje się w jednym pokoju, w którym i trzymane są trucizny, i do którego przychodzi ze swoją „gorzką” kawą Sir Claud Amory. Nie wspominając o tym, że tajemniczy „wzór” to także duże uproszczenie i przede wszystkim pretekst do tego, żebyśmy się zastanawiali, kto wsypał coś gorzkiego do kawy naukowca. Jednocześnie, mamy tutaj niemal każdy charakterystyczny element historii ze słynnym belgijskim detektywem, chociaż czasem w nieco innych niż zwykle konfiguracjach (bądź co bądź, wszystkich w jednym miejscu zbiera zwykle rozwiązujący sprawę Poirot, a nie przyszła ofiara).

Książka stanowi świetną pozycję do przeczytania jednym ciągiem przy dłuższej kawie. Tylko nie dosypujcie sobie do niej bromku hioscyny!

2017/04/21 19:55:17

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
letniewino
Czas publikacji:
piątek, 21 kwietnia 2017 19:55

Polecane wpisy

Kalendarz

Lipiec 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kanał informacyjny